Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Dzieje się: brytolskie mleko pod nosem wymyka się spod dreamrockowego klosza i odkrywa rap. Czy teen-rock-rap. Wygląda to i brzmi jak gdyby King Krule chciał wygryźć Nathana Williamsa z pozycji lidera Wavves – stężenie absurdu bliżej nieznane. Warto jednak obserwować, co jeszcze z tego wyniknie, skoro już dziś 22-letni Niall Galvin (dubbing w Harrym Potterze w CV) nagrywa longplej w Atlancie, zarabia remiksy u Harry'ego Frauda, a w międzyczasie kusi singlem tak głupkowatym, kompletnym i zaraźliwym jak ten. -K.Miszczak
Lubię smutny edm, co zrobić. Jestem bezbronny wobec tego dziwacznego miksu głupawej zabawy i przeszywającej melancholii. Potencjału "Vermillion" nie wykorzystuje do końca rzemieślnicza produkcja, ale dzięki Sofi i temu, co i jak śpiewa w refrenie, moje odczucia wobec tego numeru wyrażam w serduszkach, nawet jeśli pękniętych. Btw. deep house'owy remix Andre Crom & Chi Thanh jest lepiej zrobiony, ale z kolei ginie gdzieś w nim ten moment od 0:45, który powoduje, że autentycznie mam ciarki. -K.Babacz
Comoc to prawdopodobnie największy krejzol w ekipie Polish Juke. Action Canceled (EP) i "Lama (Family Feud)" są tego mocnymi dowodami – raz dostajemy po głowie rytmem i brzmieniem, a raz jukowym vaporwavem nawiązującym do polskiego mema ze Strasburgerem. Fuel jest drugą (pod tym pseudonimem) EP-ką Comoca w tym roku i prezentuje nabieranie sił po całym dniu biegania z nożyczkami. Chcecie posłuchać jak szajbus odpoczywa? Sprawdźcie Fuel (EP). -R.Gawroński
Boogie niemal na samym wstępie albumu uprzedza, że nie lubi ratchet music, prężenia muskułów i selfie z jointami. Leniwe flow dobrze koresponduje z faktem, że debiutancki materiał wydaje dopiero w wieku 24 lat (jest starszy np. od Maca Millera). Na Thirst 48 nikt się nie spieszy, sam przy pierwszym kontakcie z tym mixtapem byłem trochę zawiedziony nieprzesadnie karkołomnym stężeniem linijek do zapamiętania i lekką rozlazłością niektórych kawałków. Gdy już wczułem się w neosoulujący wajb, było tylko lepiej – Boogie to raper porównywany do Chance’a dosłownie przez wszystkich, wychowujący samotnie dziecko ziomeczek nawijający o jednej miłości dla prawdziwych kobiet, laidbackowiec na poziomie i kolejny po Micku Jenkinsie kandydat do listy najciekawszych mixtape’ów roku. Wysoka piątka dla mojego człowieka Caleba Stone’a – nagramy coś, wierzę. -Ł.Łachecki
Szósta już płyta The New Pornographers niczym specjalnym nie zaskakuje. Dostajemy kolejny zestaw niezłych piosenek, które są za mało intrygujące, żeby chciało się do nich wracać. Za zdecydowaną większość kawałków odpowiedzialny jest A.C. Newman i nie mam z tym problemu, bo wszystkie trzy kompozycje Bejara są dość toporne i należą do najgorszych momentów albumu. Chwilami dobrze się tego słucha: opener ma fajne hooki i miłe dla uche harmonie, "Backstairs" i "Dancehall Domine" dość przyjemne refreny, całkiem podoba mi się też "Hi-Rise" ale w sumie zastanawiam się po co mam poświęcać na tę płytę czas jeśli w każdej chwili mogę odpalić sobie Mass Romantic. Wierni fani zespołu chyba się jarają, a mi nie chce się nawet kręcić nosem, bo dostałem mniej więcej to, zego się spodziewałem. -P.Ejsmont
Mrocznych historii Boryny na bitach Auera ciąg dalszy, tym razem z gościnnym udziałem Pezeta (co on tu robi ze swoim flow, gość chyba może już rapować jak tylko zechce, ciągle utrzymując mistrzowski poziom) i PLN Beatza. Kciuk w górę bez słuchania jakby, ale mimo wszystko polecam wcisnąć play. Aha, tak, Borixon dał jedną zwrotkę z błędem gramatycznym i refren, a Pezet zrymował flotą-gablotą. I co z tego? -K. Michalak
Jak ułożyć takie same puzzle, używając zupełnie innych elementów? Słuchając "SMZS II" ma się wrażenie, że takie pytanie zadali sobie Kuba Ziołek i Łukasz Jędrzejczak. W efekcie fale radiowe zastąpił puls. "SMZS II" wyłaniają się z chaosu tak jak robiły to "Serca Miast Zatrzymują Się", by potem rozwijać się i budować napięcie w zupełnie ten sam sposób. Formalnie ten eksperyment jest ciekawy, ale jako prosty człowiek słyszę po prostu jeszcze raz coś mocno podobnego do siebie. -R.Gawroński
Siemka, jeśli nie wkurza Was jeszcze wszędobylski pop-up udającej muzykę sieczki spod znaku porcyscore & allies, wiedzcie, że brooklyński label Driftless wypuścił właśnie bardzo solidną EP-kę Chlorine niejakiego Bruce'a Smeara, stanowiącą fuzję tych setek miksów, którymi zaczyna się i kończy dzień w Fader-internecie. Protegowany Joela Forda (przypomnijmy: Ford & Lopatin, TIGERCITY – ktoś to pamięta?), dotąd znany z gry w Beach Fossils, dziarsko wskakuje na scenę electropopowego maksymalizmu, z której żegnamy dziadunia Rustiego, a którą Basement Jaxx obserwują z loży dla vipów. Blisko mu przy tym do kauczuk-funku à la Bok Bok, którego podskórny, acz kluczowy nerw znajdował swoje źródło w ninetiesowych poczynaniach Janet Jackson. Więc starczy tej zadumy, linoleum JUŻ SIĘ GRZEJE. -K.Miszczak
Eden xo (wcześniej podobno Jessie and the Toy Boys) zwraca się do sierot po Kylie. Starsza koleżanka, chociaż powoli wypada z ekstraklasy, ma jednak na swojej nowej płycie świetny utwór "Sexy Love", a "Too Cool To Dance" jest na podobną modłę. W tej chwili ma kilka tysięcy odsłon, ale już za chwilę może być ich mnóstwo. Po pierwsze – za Jessie i tym kawałkiem stoją Ron Fair (boss A&R w Virgin, gość podobno słynie z rozkręcania karier) i Fred Falke (to już któraś jego próba w popie i na razie najbardziej przebojowa). Po drugie – podobno pojawiała się już w roli supportu Brit. Po trzecie – obczajcie ten refren. Może to nie będzie drugie "Call Me Maybe", ale potencjał na hit końcówki 2014 ma ogromny. Zdecydowanie "na ripicie". -K.Babacz
Kurde, wolałem jak Makowiecki śpiewał te swoje "Spełni Się" niż imitował Kamp!. Teraz podobną akcję mam z Kasią Stankiewicz. Wiadomo, że jest przeciętną wokalistką, ale "Schyłek Lata" to był spox numer, a Extrapop był nawet niezłym krążkiem. Tym razem Kasia wraca (oczywiście pomijam że mega spóźniona, ale to jest najmniejszy problem) z islandzko-bokkowym syfem i oczywiście naród to kupi, produkt się robi, znany mechanizm. -J.Marczuk