Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Szwedzki team odpowiedzialny za produkcję daje radę, głos Ariany wiadomo, balsam. Z drugiej strony mamy taką irytującą, sztuczną hymniczność i kwadratową nawijkę Nicki Minaj. Mam też niejasne przeczucie, że dało się z tego wycisnąć więcej. –W.Chełmecki
Jenseni potwierdzają swój status wybitnych remikserów, wyciągając miałki oryginał w rewiry co najmniej przyjemnostkowe. To inny rodzaj przyjemności, niż śledzenie pokurwionych sekwencji akordowych "Let The Queen Be The Boss" czy całościowe DOZNANIE Stealth of Days, ale daje odetchnąć, w końcu kariera kolesi galopuje w takim tempie, na jakie sobie zasłużyli. Oh wait... –Ł.Łachecki
Niech mi ktoś wytłumaczy fenomen Karoliny Czarneckiej i piosenki "Hera koka hasz LSD". Oczywiście, zerowe to wszystko: piosenka aktorska (?), cover jednego z najgorszych zespołów w historii muzyki, typowy poland dla czytelników Masłowskiej i miłośników sióstr Wrońskich, studentek polonistyki pierwszego, drugiego roku, którym jeszcze wydaje się, że mogą robić jakieś ciekawsze rzeczy w życiu niż praca w szkole. Te klimaty. Laska w typie intelektualistki dresiary. Kwasy z youtuba. A teraz powstał do tego teledysk i wygląda na to, że ludzie się jarają. Przecież już ten cały Mister D był lepszy. Smutne. –P.Gołąb
Andy Smith aka Lxury – Londyńczyk, dobry ziomeczek braci Lawrence, z twarzy klasyczny Brytol. Przede wszystkim jednak autor całkiem interesującej EP-ki Playground. Tytułowy z dziecięcymi chórkami i biesiadnymi wstawkami, czyli urodziny XXI-wiecznego siedmiolatka, 2stepowo zabarwiony "Company", czy nieco nowocześniej brzmiący, bogato obudowany wokół gitarowego motywiku "Raid" – to wszystko nieźle rokujące na przyszłość kawałki. Nawet nudniejsze pozornie fragmenty wcale nie nudzą, więc tak sobie myślę, że warto typa obserwować. –W.Chełmecki
Najpierw Chromeo, a teraz SBTRKT wziął na featuring tego łamagę z Vampire Weekend. Efekt poprawny, choć do wymiatania na miarę "Pharaohs" jeszcze daleko. –J.Marczuk
Zrobiłoby się ciekawiej, gdyby kolorowiutki pop od twórcy zeszłorocznego Desire (całkiem porządnego, chociaż może trochę spóźnionego albumu), za jakiś czas włączył producenta z Los Angeles pod kuratelę PC Music. Warunkiem byłoby bardziej zdecydowane podejście do tagu experimental. –K. Pytel
Tak jak na okładce albumu jest coś, co niejasno przypomina owocowe twarze Arcimboldo, tak i w warstwie muzycznej dostajemy swoje capriccio – bizzarro. A że jest kapryśnie, to można pogrymasić, bo po co komu drugie Crack The Skye. Tam pomysł na space operę i nowy album Rush sprawdził się idealnie, ale tutaj przy biciu gitarowej piany wszystko robi się bardziej soap. Dalej nie jest źle i nie wszystko jest tak pretensjonalne jak chórki w finale "Aunt Lisa", ale kilka świeżych hunterowskich refrenów w "High Road" czy "Motherload" to trochę za mało. Wierzę, że tych wariatów nadal stać na epicki trip, ale tutaj po prostu pokręcili się trochę wokół słońca, i tyle. Nic nadzwyczajnego, w zasadzie wszyscy to robimy. - W.Kowalski
Młody Opryszek już gdzieś od roku jest w takiej formie, że nawet buracko podśpiewujący T.I. nie zepsuł mu kawałka. Nie wiem ile dostał za ten gig, ale prawdopodobnie zbyt mało. Z problemami bo z problemami, ale całkiem ładnie sobie poczynają ci mieszkańcy Atlantydy. - M.Jedras
Co z tego, że krajobraz widziany oczami najbardziej niedocenionego gracza ubiegłego roku jest coraz bardziej dystopijny, skoro znów mnie pochłania. - J.Marczuk
Co ja pacze? To Ameriie dostała jedno i w promocji, posamplowała Apache i wykręciła kawał tradycjonalistycznego r&b o szalonym groovie. Nie jest to ta jedna rzecz, którą zrobiła mi kiedyś, ale w sumie mniej więcej takich kawałków od niej chcę. –K.Michalak